poniedziałek, 4 stycznia 2010

Magazyn Futbol: Wywiad z Januszem Atlasem

Poniżej zamieszczam jeden z ostatnich wywiadów z Januszem Atlasem z Magazynu Futbol. Jest to jednak tylko pewna część rozmowy. (około połowa)

- Zostałeś rzecznikiem PZPN. Spytam wprost - na co ci to było? Niegdyś byłeś czołowym dziennikarzem sportowym, liderem walki z piłkarskim związkiem, z nieprawidłowościami w futbolu... Przechrzciłeś się?

- Już mnie dziennikarstwo sportowe znudziło. Zaraz potem, jak napisałem tysięczny albo i stutysięczny felieton. Powiedziałem sobie, że na koniec życia coś zmienię. Po czterdziestu latach kariery dziennikarskiej, bo była to kariera, a nie praca, spróbuję czegoś innego. W PZPN, po wyborach, wybrali mnie na szefa komisji mediów, zacząłem wydawać miesięcznik federacji. I to mnie cieszyło, bo nie było to pismo na papierze toaletowym... Miałem z tego frajdę i dostałem etat.

- Ale po co? Czy ty nie czujesz, że najpierw walcząc z PZPN, a potem z nim kolaborując, stanąłeś w rozkroku?
- W ogóle nie poczułem się źle. Kasę dostałem lepszą. Dwadzieścia lat temu byłem jednym z najlepiej zarabiających dziennikarzy w kraju. Rok temu nie było mnie na pewno nawet w "pięćsetce". A jak ktoś mówi, ze nie pracuje dla kasy, to jest albo kretynem, albo kłamcą, albo hipokrytą.

- Jak ty widzisz ten cały PZPN?
- Co widzę? Że to firma normalna, że organizują mecze, że pracują komisje, bez przerwy. Zobaczyłem, że Lato przychodzi zawsze rano do roboty. Zwróciłem uwagę, że niczego, najdrobniejszego kwitka nie podpisuje machinalnie, że o wszystkim się dyskutuje, że prezes naprawdę ogarnia co się dzieje. No, ale widzę też niedogodności. Codziennie muszę podpisać listę obecności...

- Mógłbyś przecież, sądząc po wyglądzie, spokojnie przejść już na emeryturę...
- Fakt. Mam 60 lat i mogę wziąć wcześniejszą. Bym dostawał 2650 złotych. Ale jestem jedynym żywicielem rodziny. Jeżeli popracuję jeszcze, to wyrobie te kilkaset złotych więcej.

- Czyli Karol Marks miał rację: byt określa świadomość!
- Jasne, że tak. Pluć na rękę, która chleb daje?

- A nie mógłbyś zarabiać przez pisanie? Przecież talentu nikt tobie nie odmawia.
- Wiesz co? Ja w ogóle już nie lubię pisać. Czasem coś jeszcze napiszę, ale to jest kalka. Mam się wstydzić, że lubię zarobić? Pieniądze wprawdzie szczęścia nie dają, ale nie ma szczęścia bez pieniędzy. Więc pracuję tam, gdzie jest ich więcej.

- I nie żal dziennikarstwa?
- Jakiego dziennikarstwa? Przecież obaj wiemy, że jesteśmy gatunkiem ginącym. Wyrosła kasta dziennikarzy, znanych innym dziennikarzom, natomiast kompletnie nie znanych czytelnikom! Nikomu, poza własną rodziną!

- To może dziennikarzem piłkarskim już zostawać nie warto, to sugerujesz?
- Ja zawsze chciałem być najlepszy, to moja rada dla młodych. Unikałem takich, co to mają problem ze skleceniem kilku zdań. Nie mają znajomych. Nie potrafią pić wódki. Nie mają marzenia, żeby mieć najlepsze dziewczyny. No i jeszcze jedna, najważniejsza uwaga: żeby umieć pisać, to trzeba czytać! Ja czytałem. Od tego wziąłem pomysł, od innego zdanie, jakieś porównanie… A przecież ci młodzi nic nie czytają. A żeby wejść do elity tego zawodu, no to trzeba mieć przede wszystkim własny charakter pisma.

- Ale to picie wódki jest takie konieczne?
- Słuchaj, jakiś gość w internecie na „Gazecie” zarzuca mi, że ja jednego dziennikarza z „Gazety Wyborczej” nazwałem chujem. I to jest święta prawda! Bo poszło o tę wódkę. Ktoś mi dzwoni, jego kolega, że będą czegoś na mnie szukać, jako na rzecznika PZPN. Że jestem pijak.

- A to nieprawda?
- Oczywiście. Po pierwsze ja nie jestem rzecznikiem PZPN, tylko p.o. – pełniący obowiązki, a wkrótce zostanę p.p.o. – przestał pełnić obowiązki. Po wtóre – ja od lat nie piję wódki! To nawet przyjaciele zatroskani czasem dzwonią: to ty już nie pijesz? I odpowiadam: nie pije, tak, bo mi żona zabroniła!

- A właściwie to czemu?
- No bo jak człowiek jakiś czas nie trenuje, to nie wie w jakiej jest formie, no i sił mu może zabraknąć. To po polskich piłkarzach widać zresztą najlepiej. Czyli się może przewrócić. Więc rozmowa o wódce jest nie do rzeczy, nie ma żadnego związku z moja pracą. Owszem, raz byłem w izbie wytrzeźwień. Ale to było dwadzieścia osiem lat temu! To pół życia mojego minęło! No i potem mnie jednak obsmarowali, za wypowiedź, że byle pętak nie będzie obrażał PZPN. Bo nie będzie! I pisał, ze rzecznik PZPN miewa problemy z utrzymaniem się na krześle. I jeszcze do mnie bezczelnie dzwoni. Pytam go: to pan jeszcze ma czelność? Coście mieli? Informacje? Ploty żeście wydrukowali. To pan jest chuj, nie dziennikarz! A ja z chujami nie rozmawiam.

- I tak powiedziałeś?
- Powiedziałem! I jestem z tego dumny!

0 komentarze:

Prześlij komentarz